Polecane Strony:

intimea.no - body
zywiecki.com.pl - porady prawne Poznań
elektron.zgora.com.pl - Czujnik poziomu ścieków
obsluga-ksiegowa.pl - księgowa Wrocław
lident.pl - Dentysta Warszawa
Zapraszamy.
A A A

Karol May - Chińska Triada - fragmenty

 

 

 

Mój przyjaciel, doskonały chłopak. Podróżuje po całym świecie, aby pozna~ kraje i ludzi. Dotychczas zdawało mi się, że to zajęcie nie jest warte funta kłaków, teraz jednak przekonałem się, że jest zupeł-nie odwrotnie.
- I chcecie panowie płyną~ do Kantonu?
- Tak. Wcześniej jednak prosilibyśmy pana, abyś nam zechciał dać kilku ludzi z załogi, którzy pomogliby nam schwytać bandę rabusiów, znajdujących się bardzo blisko stąd.
- Może ludzi smoka?
- Właśnie kapitanie. Napadli na nas wczoraj, odurzyli, obezwład-nili i zamknęli w świątyni, w której pewnie jeszcze siedzą.
- Dobrze. Nie mogę co prawda zostawi~ statku bez opieki, ale mogę dać panom dwunastu ludzi. ~ 1ó więcej niż potrzeba, kapitanie.
- Czy to daleko stąd?
- Pół godziny drogi.
- Moi chłopcy umieją wiosłować.
- Świetnie. Ale kapitanie pospieszmy się, bo inaczej ptaszki nam uciekną.
- Popłyniecie natychmiast. Zanim jednak spuszczą łódź, chodźcie
panowie do kajuty i posilcie się co nieco. Jestem ‘Ibm Halwerstone z
Clyde, właściciel najszybszego parowca.
-Dziękujemy, a zaproszenie przyjmujemy. Śniadanie dla człowie-ka jest tym, czym maszyna dla parowca. Bez obu trudno wyruszać w drogę.
Poszliśmy za kapitanem do jego kajuty, gdzie przygotowano nam obfity posiłek. Tymczasem załoga spuściła łódź na wodę, uzbroiła się i przygotowała wiosła.
- Kto j est naczelnikiem owej bandy? - zapytał Tbm Halwerstone.
-Jakiś olbrzymi Mongoł z plemienia dżiahurów, - odpowiedzia-łem.
- Prawdopodobnie jest to banda, należąca do rozbójniczego sto-warzyszenia Kiang-lu. Mam nadzieję, że zastaniemy ich jeszcze, - dodał Turnerstick.
- Ja zaś wątpię. Po tym, co było w nocy musieli zmieni~ miejsce pobytu, mogli się bowiem spodziewać, że będziemy ich tam szukać.
- Opowiedzcie mi panowie o tym - prosił angielski kapitan i razem z nami zasiadł do łodzi, która jak ptak pomknęła naprzód. ‘I~rnerstick nie dał sobie tego dwa razy powtarzać i podczas kiedy ja wskazywałem wioślarzom kierunek, opowiedział wszystkie szczegóły naszej nocnej przygody.
W pół godziny potem przybiliśmy do brzegu w tym samym miejscu, gdzie wczoraj zatrzymali się bandyci.
W nocy po ciemku trudno mi było zorientować się w kierunku, dziś jednak doskonale widziałem świątynię i drogę ku niej. Nie obawiałem się więcpomyłki.
Ku mojemu wielkiemu zdumieniu przed drzwiami stało dwóch ludzi z bukietami i laseczkami kadzidła w ręku.
-Tsing-tsing! - powitałem ich uprzejmie. - Czy można wej~ć do świątyni.
- Wejście otwarte jest dla każdego, kto słudze bożemu ofiaruje jakiś dar, a bogom złoży ofiarę.
- Gdzie jest ów boży sługa i na czym polegać ma ofiara? - zapytałem.
- Kapłan jest w świątyni, a bogom należy ofiarować kadzidło, które spalisz przed ołtarzem. c
Zrozumiałem o co chodzi i ofiarowałem im trochę drobnych mo-net, którą natychmiast podzielili między siebie, a nam dali wonne laseczki.
- Czy ktoś z wyznawców jest teraz w świątyni? - zapytałem.
- Nie teraz nie ma nikogo.
- A wy tutaj dawno stoicie
- Od wschodu słońca.
- Czy w nocy również odprawia się ofiary.
- W nocy przychodzą jedynie ci, którzy nie obawiają się szatanów, z którymi walczy Kuang-si.
- Czy te złe duchy co noc tutaj przychodzą?
- Nie, dziś jednak były, gdyż zabrały miecz wiernemu giermkowi Boga, jednak potężny Kuang-ti wypędził ich swoją mocą.
- Co on tam i po jakiemu baje? - zapytał kapitan Turnerstick. t
- Powiada, że dzisiejszej nocy ~wiątynię nawiedziły złe duchy, które zabrały miecz giermkowi, lecz zostały wypędzone przez Kuang-ti. i,.,
- Czy bandyci są jeszcze tutaj .
- Nikogo nie ma.
- W takim razie możemy obejrzeć tę budę.
Weszliśmy na niewielkie podwórze w kształcie prostokąta. Po obu jego wąskich stronach stały dwie niewielkie, ośmiokątne pagody.
Przez drugie drzwi przeszliśmy na inne podwórze, gdzie stały dwie
kaplice otwarte ze wszystkich stron, a za nimi wejście do głównej
świątyni, w której wczoraj byliśmy. Za posągami bogów drzwi
prowadzące do komórki były otwarte, z boków zaś głównej sali pro-
wadziły na tylne podwórze dwa wyjścia. 1’am znajdowały się dwie
czworokątne studnie. Wszystko to razem tworzyło prostokąt, otoczo-ny grubym kamienny murem.
Zaledwie weszliśmy na ostatnie podwórze, ujrzeliśmy szukanego

kapłana, w którym ze zdumieniem poznaliśmyjednego z wczorajszych strzelców, tak groźnie manewrujących pokręconymi wiatrówkami. ~raz miał na sobie zwykłą szatę bonzów i skromny wygląd kapłana.
- Czy to jeden z bandytów? - zapytał Halwerstone dostrzegłszy nasze miny.
-‘Pak jest, choć najwyraźniej udaje, że nie wie

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 69 Następna »